Głodna!
Ucichł jakoś nagle zgiełk, pracy nieco mniej, a w żołądku dotkliwe, ach jak dotkliwe ssanie.. Wielki wydech - ręce już puste, serce też, i płuca, i oto przychodzi jak burza letnia ta desperacka potrzeba zaczerpnięcia głęboko z jakiejś nowej jakości. Im dłużej tak sobie żyje człowiek – no nie za długo, to fakt, ale im dłużej – tym bardziej się jeszcze zadziwia, bo wszystko znów do jednego się sprowadza. Widzi więc człowiek, że jakby tak dobrze spojrzeć, dość już wszystkiego jest, doprawdy dość, aż do przesytu – i pomysłów, i zasobów, i ludzi wokół, i dobrej teologii, i wspaniałych spotkań, i odważnych modlitw, i łez wyciśniętych w uniesieniu, wszystkiego dość. Tylko ciągle kochać nie umiem tak jak On, jak On mnie pokochał, ja Jego nie kocham, i jak On ludzi pokochał, ja ich nie kocham. Ale dla Niego, w Nim, dzięki Niemu - chcę. Chcę mieć odwagę zakochanej kobiety, umieć robić dziwne rzeczy, trudne rzeczy, bolesne lub kosztowne dla mnie, bez mrugnięcia i bez wahania. Bardzo chcę.
Mówisz i masz.
Taki tylko cichy szept w jakimś zakamarku serca, pozornie bez znaczenia. Ale rośnie. I widzę coraz bardziej, coraz jaśniej, że mi gorycz jakaś duszę zatruwa, kropelka lub dwie tej goryczy, bo oto zderzam się z sytuacją, która mnie przerasta i drażni, poczucie bezsilności, może w jakimś sensie zdrady. I gdzieś jakiś bunt niewypowiedziany, że mam dość, że nie chcę. Więc ten cichy szept, że muszę wybrać, że emocje są jakie są, ale mogę i muszę dokonać wyboru. Że może być miłość, może być nienawiść, i co wybiorę, to zakiełkuje, pędy puści, wyda owoc, zadomowi się na tej mojej glebie. I znów, znów, oczywistość piękna – miłość to decyzja. Chcę, bardzo chcę.
08 września 2008
08 lipca 2008
O sztuce wypuszczania z rąk
Czasem człowiek lubi potrzymać, zajmie sobie ręce przynajmniej, i tak trzyma i trzyma, dobre rzeczy i złe, jedne i drugie lubi trzymać, aż się przywiąże, zasiedzi, zrośnie z tym trzymanym, kroku już w lewo ani w prawo nie zrobi. Zdaje się wtedy człowiekowi, że to czego się trzyma, to jak ostatni skalny występ nad przepaścią, jak tylko puści, runie niechybnie. No może przesadzam troszeczkę, ale wiadomo, wiadomo o co chodzi. Trzymasz i myślisz, że dbasz o swoje sprawy. Że co jak co, ale tego niech się nikt nie waży tknąć. Trzymam, bo muszę. I nie przestanę.
Aż zaczyna się... zaczyna się tego tykać Ten, który zawsze ma prawo. Palec po palcu odciąga, stawia pytania niewygodne. Proces jest nieznośny, człowiek go nie lubi, ale na szczęście ma więcej zaufania do Niego, który każe wypuścić, niż do własnego chcenia, by trzymać dalej. Dlatego otwiera wreszcie dłonie, choć boi się okropnie, że zostanie z niczym. I robi to człowiek, puszcza, i wcale nie spada, oczy tylko przeciera ze zdumienia, kolejny już raz. Bywa nawet, że dozna olśnienia, że może wisiał jak ten dureń nad przepaścią, trzymał się kurczowo skalnego występu, bo zapomniał, że ma skrzydła i jednym gestem mógłby się wzbić i poszybować gdziekolwiek by zechciał.
No to jest jakaś sztuka, tak żyć, żeby niczego prócz Wszechmogącego Boga się nie trzymać, sztuka puścić i może nawet polecieć trochę w dół, bywa i tak, choć jeszcze nie słyszałam, żeby się ktoś rozbił. I jakoś dziwnie się dzieje, że te puste dłonie szybko się zapełniają, bywają zapełniane, bo wreszcie robi się w nich miejsce na coś ciepłego i nowego, coś co ma w sobie więcej życia niż kawał kamienia.
Takie to wszystko zadziwiające ciągle! Bo ciągle się człowiek uczy, mozolnie dość mu idzie, ale dobrze, niech się uczy. Może wyrośnie kiedyś na artystę.
Aż zaczyna się... zaczyna się tego tykać Ten, który zawsze ma prawo. Palec po palcu odciąga, stawia pytania niewygodne. Proces jest nieznośny, człowiek go nie lubi, ale na szczęście ma więcej zaufania do Niego, który każe wypuścić, niż do własnego chcenia, by trzymać dalej. Dlatego otwiera wreszcie dłonie, choć boi się okropnie, że zostanie z niczym. I robi to człowiek, puszcza, i wcale nie spada, oczy tylko przeciera ze zdumienia, kolejny już raz. Bywa nawet, że dozna olśnienia, że może wisiał jak ten dureń nad przepaścią, trzymał się kurczowo skalnego występu, bo zapomniał, że ma skrzydła i jednym gestem mógłby się wzbić i poszybować gdziekolwiek by zechciał.
No to jest jakaś sztuka, tak żyć, żeby niczego prócz Wszechmogącego Boga się nie trzymać, sztuka puścić i może nawet polecieć trochę w dół, bywa i tak, choć jeszcze nie słyszałam, żeby się ktoś rozbił. I jakoś dziwnie się dzieje, że te puste dłonie szybko się zapełniają, bywają zapełniane, bo wreszcie robi się w nich miejsce na coś ciepłego i nowego, coś co ma w sobie więcej życia niż kawał kamienia.
Takie to wszystko zadziwiające ciągle! Bo ciągle się człowiek uczy, mozolnie dość mu idzie, ale dobrze, niech się uczy. Może wyrośnie kiedyś na artystę.
23 czerwca 2008
Czerwiec, czereśnie...
Kiedy tak eksploduje sobie życie, nawet w mieście eksploduje - ta zieleń wybujała, te wszystkie kępy kwiatów jakieś takie przesadnie rozrośnięte, te rzodkiewki, truskawki, szparagi, czereśnie... uczelnia dojrzewa do końca sesji, znajomi się zaręczają, mnożą się spacery, grille, pożegnania, podsumowania, kiedy to wszystko tak przyszło znowu nieoczekiwanie, znowu mam taką barierę w sobie, nie wiem czemu, że jeszcze nie, że to jeszcze nie czas. Ale ten opór we mnie nic już nie powstrzyma, więc topnieje, prawie już stopniał, najwyraźniej skończył się czas siania, jest czas owocowania, te długie dni są na długie rozmowy, te wieczory ciepłe są raczej do patrzenia w gwiazdy niż do nauki, ten upał zanurza w jezioro, nie w pracę, oj tak!
Jakoś inaczej to wszystko czuję tego roku, wiele lat już tak nie czułam, i z całą pewnością wiele miesięcy, aż do teraz, coś było we mnie uśpione i teraz się budzi i dziwnie się okazuje w smaku czereśni, w lśniącej skórce, w słodyczy soku. Ciężko to uchwycić doprawdy, trochę mi smutno, a trochę mi błogo, znów przyszedł nowy czas, rozmarzyłam się, i tak oto pierwszy raz od dawna odważyłam się rozmarzyć, pozwoliłam sobie na ten skandal. Aż strach pomyśleć jakie będą konsekwencje, bo to rozmarzenie bezpodstawne zupełnie, bez sensu żadnego, ale cóż to, cóż to...
Jakoś inaczej to wszystko czuję tego roku, wiele lat już tak nie czułam, i z całą pewnością wiele miesięcy, aż do teraz, coś było we mnie uśpione i teraz się budzi i dziwnie się okazuje w smaku czereśni, w lśniącej skórce, w słodyczy soku. Ciężko to uchwycić doprawdy, trochę mi smutno, a trochę mi błogo, znów przyszedł nowy czas, rozmarzyłam się, i tak oto pierwszy raz od dawna odważyłam się rozmarzyć, pozwoliłam sobie na ten skandal. Aż strach pomyśleć jakie będą konsekwencje, bo to rozmarzenie bezpodstawne zupełnie, bez sensu żadnego, ale cóż to, cóż to...
28 maja 2008
Wyzwanie, prawdziwe!
Zainspirowana przykładem chrześcijan z Korei, którym jakoś tak naturalnie przyszło do głowy że modlitwa to podstawa, zainspirowana swoją beznadziejną słabością w temacie wstawania wcześnie, zainspirowana ludzką nędzą i tym, że czas jest krótki, i poczuciem, że tak wiele może się zmienić, ze złamanym sercem, troszeczkę jak otwarta rana teraz, z wielką nadzieją i wielkim oczekiwaniem, zbieram się, chcę się zmierzyć z wyzwaniem, i wierzę, że to dopiero początek, i że może zmienić życie, moje i nie tylko.
Kto się przyłączy???
[MODLITWA, 31 maja - 8 czerwca, 6:00-7:00 rano, Sienna 68/70]
Kto się przyłączy???
[MODLITWA, 31 maja - 8 czerwca, 6:00-7:00 rano, Sienna 68/70]
Afro nabo
Tak się poskładało, z przyczyn logistycznych, że w czasie niedzielnego nabożeństwa transportowałam się akurat z Wisły do Warszawy, i nijak się nie dało z braćmi i siostrami w moim domu modlitwy podstawowym być, ani na odwiedziny u Wiślańskich braci baptystów się nie załapałam, i jakoś tak dziwnie - no bo jak to - przecież niedziela.
Lepszy jeden dzień w przedsionkach Twych niż gdzie indziej tysiąc
- psalmista znów ma rację! Wiedziałam, że nie spocznę, póki nie znajdę sposobu, żeby dołączyć do innych chwalców dobroci Boga:). Bo cóż innego-sensownego można w niedzielę robić?
Skończyło się tak, że wyniosło mnie do braci z Afryki, upewniłam się ostatecznie że moja dusza jest czarna, i choć w biodrach mam nieco Europejskiej drętwoty, to jednak wspaniale było tańczyć, bujać się, klaskać, tupać i spocić się w radości, którą daje Jezus. Myślę sobie, że to na pewno jest kwestia po części temperamentu czy czegoś takiego, przychodzi mi na myśl kilka osób, których jednak nie potrafię sobie na dzisiaj wyobrazić tańczących w uwielbieniu. Ale z drugiej, z drugiej strony widzę, że sama się w tym zmieniam, że staję się bardziej jak dziecko, mniej mnie obchodzi jak to wygląda - choć zdaje się, że wygląda pięknie - a bardziej szukam po prostu sposobu, żeby stawać przed Bogiem ze wszystkim czym jestem. Tak oto introwertyczka rozpływa się w ekspresji, i chociaż nie na tym kończy się oddawanie Bogu chwały, zabawnie mi obserwować takie zmiany.
Ale prócz muzyki i tańca, bracia z Afryki zbudowali mnie bardzo swoją wiarą i jej praktycznym przełożeniem. Na przykład, ponieważ czerwiec to szósty miesiąc, czyli rok dochodzi do połowy, i ponieważ czas leci szybko, a nie chcą go zmarnować, wszyscy zborownicy będą się przez tydzień modlić i pościć. Proste i genialne.
Jasne, nie dało się w jednym kazaniu poznać ich teologii i wgryzać w niuanse, nie o to zresztą chodzi. Ale naprawdę miłym gestem było to, że z okazji odwiedzin pobłogosławili mnie wszyscy modlitwą i serdecznie ugościli. Od razu człowiek czuje że jest u swoich, chociaż z wizytą zaledwie, zaledwie z przyczyn logistycznych..
Lepszy jeden dzień w przedsionkach Twych niż gdzie indziej tysiąc
- psalmista znów ma rację! Wiedziałam, że nie spocznę, póki nie znajdę sposobu, żeby dołączyć do innych chwalców dobroci Boga:). Bo cóż innego-sensownego można w niedzielę robić?
Skończyło się tak, że wyniosło mnie do braci z Afryki, upewniłam się ostatecznie że moja dusza jest czarna, i choć w biodrach mam nieco Europejskiej drętwoty, to jednak wspaniale było tańczyć, bujać się, klaskać, tupać i spocić się w radości, którą daje Jezus. Myślę sobie, że to na pewno jest kwestia po części temperamentu czy czegoś takiego, przychodzi mi na myśl kilka osób, których jednak nie potrafię sobie na dzisiaj wyobrazić tańczących w uwielbieniu. Ale z drugiej, z drugiej strony widzę, że sama się w tym zmieniam, że staję się bardziej jak dziecko, mniej mnie obchodzi jak to wygląda - choć zdaje się, że wygląda pięknie - a bardziej szukam po prostu sposobu, żeby stawać przed Bogiem ze wszystkim czym jestem. Tak oto introwertyczka rozpływa się w ekspresji, i chociaż nie na tym kończy się oddawanie Bogu chwały, zabawnie mi obserwować takie zmiany.
Ale prócz muzyki i tańca, bracia z Afryki zbudowali mnie bardzo swoją wiarą i jej praktycznym przełożeniem. Na przykład, ponieważ czerwiec to szósty miesiąc, czyli rok dochodzi do połowy, i ponieważ czas leci szybko, a nie chcą go zmarnować, wszyscy zborownicy będą się przez tydzień modlić i pościć. Proste i genialne.
Jasne, nie dało się w jednym kazaniu poznać ich teologii i wgryzać w niuanse, nie o to zresztą chodzi. Ale naprawdę miłym gestem było to, że z okazji odwiedzin pobłogosławili mnie wszyscy modlitwą i serdecznie ugościli. Od razu człowiek czuje że jest u swoich, chociaż z wizytą zaledwie, zaledwie z przyczyn logistycznych..
14 kwietnia 2008
Zakochanie.
Nie, to nie jest tak, że wrzucam piosenki, kiedy nie chce mi się pisać;]. Raczej po prostu tak mi się zdarza adoptować cudze słowa, przeżuć i zrobić z nich własne, do tego można pomruczeć na przystanku. I potem jak mi się zdarzy wrócić do tego konkretnie utworu, wracam zarazem do tych konkretnie dni, zapachów, rozkminek, wątpliwości, zachwytów. Chyba wszyscy to mają, tak mi się zdaje. Znów się zakochałam. Znów w Nim!
..
Tylko wtedy jest dobrze i wtedy spokojnie gdy pokój Twój mam
Gdy niczego nie pragnę gdy siedzę i słucham muzyki Twych słów
Uciszona i wolna poddaję swe myśli byś zmieniać je mógł
W takiej chwili nadchodzisz i czuję Twą moc
Kiedy dotykasz mych myśli stopniowo zmieniasz je.
Tobie mogę zaufać, we wszystkim ku Tobie dziś zwracam się
Łaknę Twego poznania jak wody, powietrza, Ty wzmacniasz mnie
Nic nie zrobię bez Ciebie, nie umiem zwyczajnie od siebie nic dać
Jesteś moją Mądrością,
W Twym Słowie co dnia znajduję drogę dla siebie
- Drogowskaz moim krokom
Skałą moją Bóg, moją Siłą i Nadzieją
Mocą i Wybawieniem
Twierdzą moją Pan, w Nim swe Schronienie mam
On uciszy każdą burzę i sprawia, że mogę dziś odpocząć w Nim
Badasz moje zamiary, doświadczasz i sprawdzasz każdego dnia
To, co we mnie najskrytsze, dla Ciebie jest jawne, bo dobrze mnie znasz
Ważysz moje motywy i racje - czy szczere w Twych oczach są
Policzyłeś me kroki gdy idę, gdy biegnę,
Kiedy nocą się kładę - Ty zawsze przy mnie jesteś
Skałą moją Bóg, moją siłą i nadzieją
Mocą i wybawieniem
Twierdzą moją Pan, w Nim swe schronienie mam
On uciszy każdą burzę i sprawia, że mogę dziś odpocząć w Nim.......
..
Tylko wtedy jest dobrze i wtedy spokojnie gdy pokój Twój mam
Gdy niczego nie pragnę gdy siedzę i słucham muzyki Twych słów
Uciszona i wolna poddaję swe myśli byś zmieniać je mógł
W takiej chwili nadchodzisz i czuję Twą moc
Kiedy dotykasz mych myśli stopniowo zmieniasz je.
Tobie mogę zaufać, we wszystkim ku Tobie dziś zwracam się
Łaknę Twego poznania jak wody, powietrza, Ty wzmacniasz mnie
Nic nie zrobię bez Ciebie, nie umiem zwyczajnie od siebie nic dać
Jesteś moją Mądrością,
W Twym Słowie co dnia znajduję drogę dla siebie
- Drogowskaz moim krokom
Skałą moją Bóg, moją Siłą i Nadzieją
Mocą i Wybawieniem
Twierdzą moją Pan, w Nim swe Schronienie mam
On uciszy każdą burzę i sprawia, że mogę dziś odpocząć w Nim
Badasz moje zamiary, doświadczasz i sprawdzasz każdego dnia
To, co we mnie najskrytsze, dla Ciebie jest jawne, bo dobrze mnie znasz
Ważysz moje motywy i racje - czy szczere w Twych oczach są
Policzyłeś me kroki gdy idę, gdy biegnę,
Kiedy nocą się kładę - Ty zawsze przy mnie jesteś
Skałą moją Bóg, moją siłą i nadzieją
Mocą i wybawieniem
Twierdzą moją Pan, w Nim swe schronienie mam
On uciszy każdą burzę i sprawia, że mogę dziś odpocząć w Nim.......
10 kwietnia 2008
Odurzająco
Wiosna, niecna wiosna! Zapachy się stały tak intensywne wokół, nastroje jakieś takie wyraziste, emocje odurzają, słońce odurza.. Nieco porządków, nieco wymiatania pozimowych kurzy, które w słońcu szczególnie nieprzyjemnie rzucają się w oczy... Stwarza się dzięki temu w mojej codzienności troszkę miejsca na te wszystkie słodkie chwile rozpusty, dobrą kawusię, najlepsze na świecie lody, spacer po parku.
Dobra aura zapanowała, dobra do zwierzeń, wyznań, walczę z introwertykiem w mojej duszy, i szukam pomostów, sposobów, żeby jakoś nieco bliskości z ludźmi zbudować, coś świeżego doświadczyć, poczuć, zobaczyć.
Piękny czas, a tak ulotny, że aż strach pisać! Wszystko nabiera pędu, rozwija się, rozkręca, zaraz eksplodują kwiaty, dni ze swoim gorącem i sesja, i zabieganie przedwakacyjne. Ale się narozkoszuję jeszcze, zostanę tu jeszcze chwilę, powietrze w płuca, jak ono pachnie inaczej niż jeszcze kilka dni temu!
Dobra aura zapanowała, dobra do zwierzeń, wyznań, walczę z introwertykiem w mojej duszy, i szukam pomostów, sposobów, żeby jakoś nieco bliskości z ludźmi zbudować, coś świeżego doświadczyć, poczuć, zobaczyć.
Piękny czas, a tak ulotny, że aż strach pisać! Wszystko nabiera pędu, rozwija się, rozkręca, zaraz eksplodują kwiaty, dni ze swoim gorącem i sesja, i zabieganie przedwakacyjne. Ale się narozkoszuję jeszcze, zostanę tu jeszcze chwilę, powietrze w płuca, jak ono pachnie inaczej niż jeszcze kilka dni temu!
Subskrybuj:
Posty (Atom)